TA-TA i teoria Wielkiego Wybuchu

2008-06-22@15:15:05

Nie pamiętam, kto się mną zajmował w dzieciństwie, kto zmieniał pieluchy, a kto nakłaniał do spróbowania kaszki (ble) nie zważając na zaplucie nią ścian i mebli.

Wiem i dokonale pamiętam natomiast, kto tłumaczył mi świat i był na tyle cierpliwy, że zawsze odpowiadał na pytania, nawet typu "Dlaczego biedronka ma kropki?" zadawane z przybliżoną prędkością straszniedużo/sek. Tata był na tyle odważny, że nie zawahał się nawet przed odpowiedzią na pytanie "Skąd się wziął świat?". Co prawda, pewnie strużki potu ciekły mu po plecach, kiedy próbował wytłumaczyć 5- czy 6-letniemu szkrabowi teorię Wielkiego Wybuchu. Z tego wszystkiego wyniosłam tyle, że coś bardzo małego może dać początek ...wszystkiemu. To było wtedy dla mnie ciekawe odkrycie.

Na dobranoc czytał mi Cyberiadę Lema, i nawet to lubiłam. Ale najwięcej frajdy sprawiały mi bajki, które tworzyliśmy razem. Zaczynaliśmy od banału pod tytułem "był sobie kot w butach". A kończyliśmy "i żył spokojnie, co prawda w jednej skarpetce, ale za to z księżniczką i plantacją grochu". 

Pozwalał mi oglądać Cyrk Monty Pythona kiedy leciał w telewizji. Mama panikowała, że "przecież tam są gołę baby!!!", a tata mówił, że to tylko wycinanki i że nie zaszkodzi mi odrobina angielskiego humoru. Chyba mi nie zaszkodziła, skoro wylądowałam na anglistyce.

Moje poznawanie świata było uzależnione właśnie od taty. Rodzic gorszej kategorii? Phi.

strona.główna
copyright | projektowanie stron wwwphoto & design | hosting