Tia, dajmy się zakolczykować jak krowy. Podajmy swoje imię nazwisko, adres i numer buta. Bo przecież publikujemy, więc jesteśmy osobami publicznymi. Phi.
Ciekawe w jaki sposób weryfikowano by blogerów i ich dane. Chodzony by po domach? :)
Czuję się osobą prywatną, a to co piszę to moja sprawa. Co ja mogę zrobić opinii publicznej? Skierować jej frustracje przeciw europosłom? Nieee... Opinia publiczna, wbrew pozorom, ma swoje własne poglądy. I żaden biedny blogowicz tego nie zmieni. Nawet jeśli opinia publiczna chciałaby pożreć żywcem kilku eurodeputowanych, którzy najwyraźniej się nudzą.
Nawet nie przyszło mi do głowy, że tak można. Być z kimś, czyli teoretycznie tę osobę kochać, i jechać bez niej na wakacje. Brrr. Powiało chłodem. Kobita lubi się opalać i właściwie nie schodzić z plaży? Facet preferuje sporty ekstremalne?
Wszędzie da się dobrze bawić, bo gdzie są turyści i zapotrzebowanie - jest wszystko. :) Może w okolicach plaży są akurat skoki na bungee?:> A może kobitka da się wyciągnąć na ekscytujący rajd motorówką i w końcu połamie sobie tipsy? To samo powinno działać w górach.. Chyba.
Tak serio - każdy potrzebuje trochę samotności. Ale jeśli nie ma ochoty dzielić słonecznych, wolnych dni z ukochaną (?) osobą, to traci nie tylko wspólne wspomnienia. Może stracić też tę osobę.
uuu jak dramatycznie. Ale tak myślę.
Nie pamiętam, kto się mną zajmował w dzieciństwie, kto zmieniał pieluchy, a kto nakłaniał do spróbowania kaszki (ble) nie zważając na zaplucie nią ścian i mebli.
Wiem i dokonale pamiętam natomiast, kto tłumaczył mi świat i był na tyle cierpliwy, że zawsze odpowiadał na pytania, nawet typu "Dlaczego biedronka ma kropki?" zadawane z przybliżoną prędkością straszniedużo/sek. Tata był na tyle odważny, że nie zawahał się nawet przed odpowiedzią na pytanie "Skąd się wziął świat?". Co prawda, pewnie strużki potu ciekły mu po plecach, kiedy próbował wytłumaczyć 5- czy 6-letniemu szkrabowi teorię Wielkiego Wybuchu. Z tego wszystkiego wyniosłam tyle, że coś bardzo małego może dać początek ...wszystkiemu. To było wtedy dla mnie ciekawe odkrycie.
Na dobranoc czytał mi Cyberiadę Lema, i nawet to lubiłam. Ale najwięcej frajdy sprawiały mi bajki, które tworzyliśmy razem. Zaczynaliśmy od banału pod tytułem "był sobie kot w butach". A kończyliśmy "i żył spokojnie, co prawda w jednej skarpetce, ale za to z księżniczką i plantacją grochu".
Pozwalał mi oglądać Cyrk Monty Pythona kiedy leciał w telewizji. Mama panikowała, że "przecież tam są gołę baby!!!", a tata mówił, że to tylko wycinanki i że nie zaszkodzi mi odrobina angielskiego humoru. Chyba mi nie zaszkodziła, skoro wylądowałam na anglistyce.
Moje poznawanie świata było uzależnione właśnie od taty. Rodzic gorszej kategorii? Phi.
No nie powiem, nie było mnie dawno, ale żeby tak tu pozmieniać.... Aż się czuję jak nie u siebie w blogu...
Tak prawdę mówiąc, to myślałam, że już tu nie wrócę. A nie kasowałam bo - bo to całkiem spory kawałek mojego życia. Czasem niezgrabnie, czasem melodramatycznie, czasem po prostu głupio, ale zapisywałam tu to wszystko, co dręczyło moją małą główkę.
Patrząc z perspektywy nieiwele się zmieniło tak w środku.. . Nadal jakoś trudno mi się cieszy. :)
Za 2 godziny czeka mnie egzamin z PNJA (Praktycznej Nauki Języka Angielskiego), a konkrenie jego ustna część. Będziemy bardzo NATURALNIE dyskutowały z moim Effem i Żurkiem. Jeżeli opanuję szczękanie zębami ze strachu to nawet być może zabrzmię NATURALNIE.
Chyba już wiem, dlaczego tu wróciłam. Potrzebuję popisania ze względów technicznych - żeby używać ojczystego języka. Teraz studiuję jeszcze dziennikarstwo, więc by się przydało. Raczej.
Real cats don't wear colaars. but Real cats often do wear dolls' clothes, and sit there also wearing an expression of furry imbecility while their brains do a complex radar scan of their surroundings and then they take a special kind of leap that gets them out of the mob cap, dress, apron and doll's pram all in one move.
by Terry Pratchett
chciałabym być miękka i ciepła jak kot otoczyć twoje usta zapachem delikatnych prążków łasić się do ciebie mruczącym krokiem siać niepewność dotykając gorących dłoni
byłbyś posłuszny rozkazującemu miauczeniu
a ja za to kołysałabym cię do snu
teraz mam season na melancholię. zostałam sama na weekend zamiast pojechać do domu i teraz mam doła i, jak mawia buś, celebruję go właśnie. dół ma swoje dobre strony, na przykład nie nastawiam się zbyt pozytywnie na następny tydzień. a i słusznie, jak może być miło jeśli tydzień zaczynam od godziny ósmej. barbarzyńswo, cholera.
na walentynki dostałam bukiet żółtych tulipanów. moje ulubione, ulubione, ulubione. patrzą teraz na mnie niewinnie ze stolika, jakby nie wiedziały jaką mi sprawiły radość. bo nie spodziewałam się - nic a nic.
czasem dochodzę do wniosku, że tak jest lepiej - patrzeć melancholijnie, z dystansem i nie nastawiać się, że będzie pozytywnie.
z dwojga złego wolę przyjemne zaskoczenie niż rozczarowanie.
nie jestem dziś w formie.
święta są jednak potrzebne. dawno nie byłam taka nakarmiona.. tylko telewizja, której normalnie nie oglądam [ale co jest złego w posiedzeniu przed tvboxem z rodziną?] przyprawiała o mdłości. jak świeżo wyglądał kevin sam w domu/ny, jak nowatorsko prezentowały się powroty do przyszłości, przeszłości i tak dalej! media, pfff! [lekceważące prychnięcie - przyp.ań]
***
z tych nudów jeszcze mocniej tęsknię, jeszcze mocniej nie mogę się doczekać. sylwester. to może być udany kawałek roku. pierwszy raz z nim. pierwszy raz na sylwestra tak dokładnie i czule przytulona. tęsknię nawet za widokiem poznania nocą. nawet za tramwajami [w lublinie nie ma tramwajów - są tylko trolejbusy]. za zakupami z moim mężczyzną.
tęsknię.
i znów to głupie uczucie. uczucie, że nie dam rady, zabraknie mi sił na życie. może to dlatego, że Ten Mężczyzna jest już daleko. może to zima.
***
chcę się w ciebie wtulić i już nigdy nie odrywać od ciebie dłoni,twarzy, ciała. chce się w tobie zagubić, nie szukać niczego. nie szukać cię zmarzniętym noskiem w nocy, być tak blisko, żeby ciepło miało temperaturę szaleństwa. czuć mruczenie pod skórą, drapać, kochać, odlatywać, być.
czuć się bezpiecznie, wiedzieć, że obronisz mnie przed zimnem i światem. oddychać twoim zapachem. być twoim życiem.
o.
"Wypędzę cię z moich myśli? Ciebie, która jesteś cząstką mnie samego, mojego życia. Od chwili kiedy jako prosty chłopak, którego serce tak chętnie raniłaś, zjawiłem się w tym domu, byłaś obecna w każdym wierszu, jaki czytałem. Byłaś w każdym widoku, na jaki spoglądałem, na rzece, w żaglach łodzi, na bagniskach, w chmurach, w świetle słonecznym, w mroku wieczornym, w wietrze, w lasach, w morzu i na ulicach miast. Byłaś uosobieniem wszystkich pełnych wdzięku myśli, jakie mnie nawiedzały. Równie realna i niemożliwa do poruszenia z miejsca, jak kamienie najstarszych gmachów Londynu, jest twoja obecność i twój wpływ na mnie, który nie zginie nigdy. Czy chcesz czy nie, Estello, aż do końca twojego życia będziesz stanowiła część mojej istoty i wszystkiego, co w niej jest dobrego i złego. Ale odtąd, od chwili naszego rozstania, będę się starał łączyć twoją osobę tylko z tkwiącym we mnie dobrem, gdyż mimo ostrego bólu, jaki mi teraz zadajesz, uczyniłaś mi więcej dobrego niż złego. Boże, błogosław cię! Boże, strzeż cię od złego i wybacz ci."
nawet w trochę nudnawych lekturach na anglistyce można odnaleźć czasem bardzo, bardzo ładne fragmenty.
na dzisiejszy wieczór: Ira "Bezsenni"